Nowa Energia

Miejsce
Usuń filtrowanie

O sekcji:

Nowa Energia

Fraza, która antycypuje pytanie o jej (energii) źródło… O jakości, które sprawiają, że działa w sposób inny, wyjątkowy, stwarzając nowe możliwości, generując nowy porządek. Jeśli tą frazą definiuje się konkretny fenomen artystyczny, to mamy do czynienia z deklaracją o charakterze wartościującym. W tym momencie została zaproponowana na użytek refleksji nad Szkołą Filmową im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego i środowiska twórców, wokół niej zgromadzonych. Rejestr nazwisk, które składają się na Szkoły czas przeszły i teraźniejszy imponuje swoją rangą – Kieślowski, Kutz, Żebrowski, Zanussi, Bajon, Dziworski, Stuhr, Dejczer, Wosiewicz, Pieprzyca, Rosa, Sikora, Jakimowski, Łazarkiewiczowie, Zmarz-Koczanowicz, Koszałka, Fidyk, Antoniak, Wrona, Smoczyńska, Bielawska, Czekaj, Maślona, Matuszyński, Domalewski… Byli, lub są wykładowcami, albo niegdysiejszymi studentami, albo jednym i drugim – jak na przykład Koszałka, Pieprzyca, Matuszyński – katowickiej Szkoły, która dwa lata temu obchodziła jubileusz 40 lat jakże wyrazistego istnienia – na polskiej i międzynarodowej „mapie kina”.

„Na przykład – Domalewski, Koszałka, Matuszyński, Pieprzyca, Smoczyńska…”

Nie sposób mówić o generacyjnym wspólnym mianowniku tej grupy twórców, bo rozpiętość ich roczników to dwie dekady (1964 – 1984). Co więc? Filmowe „światy przedstawione”, w których się lokują? Ależ każdy z nich (światów) to filmowa planeta osobna – osobna i różna od innych tak, jak „Córki dansingu” odległe są od „Takiego pięknego syna urodziłam”, „Ikar. Legenda Mietka Kosza” od „Fugi”, a „Cicha noc” od „Ostatniej rodziny” (bogactwo emploi aktorskiego Dawida Ogrodnika tylko mocniej unaocznia odległość i odmienność tych filmowych „stanów skupienia”). Potencjalny trop wiodący ku patronowi Szkoły, czyli „myślenie Kieślowskim” w kontekście polifoniczności estetycznej, jaka tu panuje, też nie zdaje egzaminu. Istnieje, choć coraz bardziej wątpliwy, arbitralny i generalizujący (jak wszystkie) podział, że po Łodzi bardziej myśli się „Jak?”, a po Katowicach – „Co?”. Czy można tę regułę zastosować wobec twórczości Agnieszki Smoczyńskiej jako autorki hipnotycznych, dekonstruujących formułę kina gatunkowego „Córek dansingu”, czy metafizycznej „Fugi”? Maciej Pieprzyca tworzy filmowe „eseje o człowieku” . W „Ikarze”, w „Chce się żyć”, w poruszającym „Jestem mordercą” tzw. życiową prawdę egzystencji swoich bohaterów filtruje przez artystyczne, autorskie unaocznienie, ufając w moc filmowej metafory. Jan P. Matuszyński w „Ostatniej rodzinie” wychodzi od biografii i autobiografii, by w kształcie finalnym zaprezentować „filmowe dzieło kompletne”, finezyjne, skupione, wykorzystujące kreacyjne możliwości sztuki filmowej – od perfekcyjnego scenariusza po maestrię aktorstwa. „Cicha noc”, podobnie jak znakomity „Obcy” w reżyserii Piotra Domalewskiego, w scenerii jak z interwencyjnego dokumentu, uderzają w widza całą mocą traktatów o „conditio humana”. A słynny „dotyk Koszałki”? Którego jako widzowie doświadczamy, lokując się pomiędzy ekranowym życiem (dokumentowanym jakie jest), a śmiercią, którą autor ekranowym przedstawieniem próbuje oswoić, rozgryźć, jako temat przyszpilić? U każdej z tych pięciu artystycznych osobowości tematyczne „Co?” konstytuuje się przez autorskie „Jak?”.

Michał Rosa – absolwent, a od wielu lat wykładowca Szkoły zapytany o „idiom” śląskiej filmówki wymienia trzy determinanty: ”Po pierwsze „klimat wolności”. Nie było tu nigdy sztywnych reguł nauczania, raczej – spotkanie człowieka z człowiekiem. Po drugie – wykorzystywanie „efektu prowincjonalności” – przekonanie tych, którzy przychodzili tu studiować , że powinni być pół kroku przed innymi, bo inaczej nie zostaną zauważeni. Po trzecie – tak naprawdę nie wiemy, co działa… Wszystkie szkoły i wydziały artystyczne rządzą się prawem fali. Nagle jest „górka”, pojawia się grupa osób i indywidualność wśród studentów, która ciągnie innych za sobą. Nie jest to kwestia „pokolenia”, ale raczej środowiska. Pojawiają się ludzie, już na etapie szkoły, z „genem wyjątkowości”.
Spoglądając na artystyczne biografie absolwentów katowickiej Szkoły trudno oprzeć się wrażeniu, że to „genetyczne” uprzywilejowanie zdarza się tu nader często. A emitowana stąd energia ewidentnie ma charakter odnawialny. Skąd jest jej źródło?

Historyczne „Dlaczego Katowice?”

– Bo wtedy, w 1978 był tu jeden z najmłodszych uniwersytetów w Polsce, hołubiony przez władzę, a jednocześnie ze świetną, sprowadzoną z całego kraju kadrą, bardzo dobrym zapleczem naukowo-technicznym. W bezpośrednim sąsiedztwie ówczesnej siedziby Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego (jak do ubiegłego roku nazywała się Szkoła) działała prężna wtedy wytwórnia telewizyjna POLTEL, kilkaset metrów dalej znajdował się przeżywający wtedy swoje wspaniałe lata katowicki ośrodek TVP. Natomiast w Łodzi w owym czasie panował kryzys natury ideologicznej. Kiedy więc poszła wieść, że coś zaczyna się formować na Śląsku, oczy tych, którzy marzyli o filmowej robocie zwróciły się na Katowice. Pierwszy nabór ruszył w roku akademickim 1978/79. Na podyplomowym wtedy kierunku reżyserii filmowej gromadzi się studencki dream team – Waldemar Krzystek, Krzysztof Lang, Piotr Łazarkiewicz, Magdalena Łazarkiewicz, Krzysztof Magowski, Maria Zmarz- Koczanowicz. Oddajmy głos Agnieszce Holland, która w „Nie-obecności” – poruszającym dokumencie Magdaleny Łazarkiewicz poświęconym Piotrowi Łazarkiewiczowi, przybliża tamtą sytuację: „To była grupa ambitnych, młodych ludzi, którzy mieli przeświadczenie, że tu /w Katowicach – A.S./ będzie się poważnie rozmawiać o kinie i robić takie kino, jakiego chcieli. Szkoła katowicka stawała się wówczas prawdziwą alternatywą dla trzymanej wtedy politycznie za gardło Łodzi… Zaprosili mnie jako młodego reżysera, który był jakoś dla nich interesujący. Nie chciało mi się do tych Katowic jechać i powiedziałam, że pojadę, jeśli Magda pojedzie ze mną. Ona zdawała wtedy na reżyserię do Łodzi, ale stwierdziłyśmy , że nie zaszkodzi sprawdzić, co się w tych Katowicach dzieje…”. Zadziało się tak skutecznie, że ten jedyny w Polsce uniwersytecki wydział artystyczny w ciągu czterech dekad swojej aktywności stał się matecznikiem talentów filmowych, które współtworzą polskie kino na równi z łódzką Filmówką. W 2001 r katowicki WRiTV zyskuje patrona. Staje się Wydziałem Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego. Legendarny niegdysiejszy wykładowca, mistrz i guru symbolicznie powrócił w przestrzeń Szkoły. ( Jan P. Matuszyński: „Kieślowski? Jest mitem. Żywym. Trudno o nim tu nie myśleć. No i autobiografia Kieślowskiego – najlepszy podręcznik reżyserii i najczystsza prawda, że nasz zawód to – „4 rano w deszcz i na zimno”). Natomiast jubileuszowy (czterdziestolecie Szkoły) rok 2018 toczył się w szczególnym kontekście – przeprowadzki do nowej, spektakularnie zaprojektowanej i znakomicie wyposażonej siedziby w centrum Katowic. „Potencjał energetyczny” nowego miejsca w przestrzeni miasta jest niekwestionowany, a mocą osiągnięć artystycznych studentów i wykładowców Szkoły to promieniowanie będzie zapewne mieć zasięg nielimitowany. Żartobliwie rzecz ujmując – materiał budowlany, z którego obiekt wzniesiono, czyli wszechobecny tu czerwony klinkier poprzerastany jest stuletnią cegłą dawnej fabryki żarówek, której fragment został wchłonięty, jako „budynek w budynku”. Za zmianą lokum poszła zmiana nazwy. W 2019 r, pozostając w macierzystym środowisku Uniwersytetu Śląskiego, Wydział Radia i Telewizji staje się Szkołą Filmową im. Krzysztofa Kieślowskiego UŚ. Na ile, w jakim stopniu i czy w ogóle genius loci wpływa na twórcze praktyki tych, którzy od czterech dekad studiują tutaj filmowe rzemiosło? Jak w każdym macierzystym „centrum sztuki” czas biegnie tu dwojako – linearnie i koliście, co sprawia, że dydaktyk i twórca w jednym, kształci studenta, z którym już za moment spotyka się nie tylko w sali wykładowej, ale i na planie filmowym jako ze współtwórcą. Najistotniejsze staje się wtedy powinowactwo wyobraźni i wspólnota artystycznego języka.

Anita Skwara

Ta strona używa plików cookies w celu prawidłowego funkcjonowania, analiz i statystyk strony. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich zapisywanie.

Close Bitnami banner
Bitnami